Gallery

roz2 roz jagody pszczola

Efekt Pigmaliona (?)

„(…) różnica między damą a kwiaciarką nie polega na tym, jak one się zachowują, ale na tym jak są traktowane.”

 

 

Efekt Pigmaliona polega, najprościej mówiąc,  na spełnieniu się danego oczekiwania wobec kogoś tylko dlatego, że sobie takie oczekiwanie wytworzyliśmy. Przykładów można mnożyć setki. Od własnych obserwacji po badania socjologów i psychologów.  Wystarczy w google wpisać „efekt Pigmaliona” lub „samospełniająca się przepowiednia„.

Oglądając dziś  film „My Fair Lady” z cudowną Audrey Hepburn zwróciłam uwagę na trochę inną zależność.  Dla mnie Eliza stała się damą nie na wyścigach, nie na balu, nie w kontaktach z Pułkownikiem Pikeringiem. Traktowanie ją przez innych miało znaczenie ale nie było decydujące.  Ona stała się naprawdę damą dopiero wtedy, kiedy SAMA zaczęła się tak traktować., co oznacza, że INNI TRAKTUJĄ NAS TAK , JAK MY SAMI SIEBIE.  Efekt Pigmaliona ma tu drugorzędne znaczenie.

Warto więc przyjrzeć się czasem sobie samemu w kontaktach z konkretną osobą. Każdy bowiem napotkany człowiek jest jak lustro, w którym odbijamy się my sami. Co więcej, często nie lubimy innych dokładnie za to, czego zupełnie nie akceptujemy u siebie.  Moja babcia powtarzała: „jak sama siebie nie będziesz kochała i szanował, to i od innych trudno ci będzie to dostać”. I miała świętą rację.

Polecam My Fair Lady :) Ze względu na całość, na Audrey i na efekt pigmaliona ;)… no i oczywiście na doskonałego Jeremiego Bretta w roli Freddie’go Eynsforda-Hilla – ojca Elizy.

Pół żartem, pół serio

Sezon filmowy jesienno – zimowy rozpoczęty :)

W tym roku planujemy z Młodą przejażdżkę po przeszłości :)

 

„Pół żartem, pół serio” weszłyśmy w cudny świat amerykańskiego kina :)

 

Młoda była zachwycona…  bardziej Jackiem Lemmonem niż Merlin.

Faktycznie w roli Daphne jest rewelacyjny, a tango  z Joe E. Brown -  mistrzostwo świata :).  Mnie powala na łopatki.  Podoba mi się też w  scenie, kiedy po tanecznej nocy, z grzechotkami w rękach opowiada o swoich zaręczynach :)

….

Lubię stare amerykańskie kino. Być może jest proste i naiwne ale za to pełne uroku. I pomimo tego, że było już wtedy przemysłem to jakoś mniej trąci wielkimi produkcjami „dla kasy” a ja oglądając te filmy mniej się czuję, jako widz,  ładowana w butelkę.  Tak się czułam np. oglądając „super- hiper hicior” sławiony pod niebiosa pt. „Prometeusz”.

 

W każdym razie, jakby co,  zapraszamy do starego kina i wspólnego oglądania :) U nas jest i popcorn i zimne napoje ;)

 

 

Na jakiś bardzo długi zimowy (czyli za jakiś czas) wieczór planujemy oczywiście super wyciskacz łez, czyli „Przeminęło z wiatrem” a już wkrótce – „Deszczowa piosenka” (oby deszczy nie wyśpiewali) i mój ukochany film „Śniadanie u Tiffany’ego”.

No i oczywiście wiele, wiele innych :) Do Jacka Lemmona też zapewne wrócimy…  i do Merlin też :)

Już się cieszę :)

nie ma rzeczy niemożliwych

Nie ma rzeczy niemożliwych…. podobno.

 

Moje życie nauczyło mnie, że być może nie zawsze dostaję dokładnie to, czego chcę ale z reguły dostaję dokładnie to, czego potrzebuję.

Nie zwykłam jednak czekać wciąż na to, co przynosi los i zdarza mi się samej robić pierwszy krok.

I krok po kroczku … zdarza mi się dopiąć swego. Ostatnio nawet częściej. Być może po okresie ciężkiej pracy przyszedł czas na zbiór plonów?

Żeby jednak całkiem nie osiąść na laurach postanowiłam rzucić palenie…

A co?

Jak Felix może skakać ze stratosfery, to ja sobie z fajkami nie poradzę? Nie ma takiej opcji :)

No więc… pozostawiając dymek za sobą zrzuciłam bagaż tytoniowego balonu i skoczyłam w błękitną przestrzeń życia bez nałogu.

 

 

Nie palę już 7 dni!!!!!  Hip hip hurrra!!!!

Niepijący alkoholicy liczą z dumą każdą godzinę, dzień, miesiąc. Nikotyniarze też powinni.

W każdym razie przeżyłam początkowe zawirowania i turbulencję a teraz już spokojniej (choć jeszcze czasem potelepie troszku) sobie lecę dzień po dniu :)

Życzcie mi szczęśliwego lądowania w świecie wolnym od substancji smolistych i nikotyny :)

… bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych, prawda Felix?

 

… racja – nie ma rzeczy niemożliwych chyba, że mecz na Narodowym w deszcz ;)