Gallery

roz img_1656a jagody roz2

Rodzina to wspólnota

Wynik głosowania dużo wyjaśnia.Bo skoro ktoś nie wierzy członkom rodziny, nie jest z rodziną na tyle blisko, by wspólnie rozwiązywać problemy, nie nawiązuje z rodziną tak bliskich relacji tylko się odcina, zamyka na innych, to jak może nawiązywać bliskie relacje z małżonkiem? Jak może rozwiązywać w małżeństwie wspólnie problemy skoro ma postawę: „inni ode mnie wara”? Małżeństwo to wspólnota, tak jak rodzina(z wyłączeniem przemocy). Jeżeli się tego nie wie, to nie da się nic zbudować…

Rozwód = porażka życia (?!)

… ktoś tu chyba trochę przesadził !!!!!

Po pierwsze życie nie kończy się na byciu lub nie byciu żoną/mężem… Jest wiele innych dziedzin równie ważnych…
Po drugie po rozwodzie życie się na pewno nie kończy i przynosi jeszcze wiele okazji zarówno do porażek, jak i do sukcesów….
Po trzecie – dla wielu to małżeństwo bywa porażką a nie rozwód (np. w przypadku małżeństwa z „przymusu” albo z osobą agresywną)..

Myślę, że zrównywanie rozwodu z porażką życiową to jednak „lekka” przesada

nie jesteśmy samotną wyspą!

Zgadzam się z Dream Makerem. Nikt (lub prawie nikt) nie jest samotną wyspą,a jakokolwiek grupa (rodzina, przyjaciele, znajomi) to system, w którym każdy z elementów jest jakoś połączony. Jeżeli coś dzieje się z jednym elemetnów, to wpływa to na reszę – czy się to komuś podoba, czy nie. Zresztą kto uczestniczył w rozwodzie własnym, czy znajomych wie jak to jest. Określenie „powinno się – nie powinno” jest tutaj zupełnie bez sensu. Nie da się być zupełnie obok i już.