Gallery

pszczola jagody img_5677 roz

optymistycznie

W bajkach, które znam, kiedy wszystko idzie źle i sytuacja wydaje się beznadziejna bohater bierze się w garść i…. działa. W efekcie ratuje świat i zgarnia majątek oraz najładniejszą dziewczynę :-)

Może kiedy człowieka łapie „dół”, jesienna „deprecha” albo kompletna beznadzieja warto sięgnąć do bajek i …. uwierzyć w siebie :-)

powodzenia…. :-)

viva samodzielność myślenia!

   System edukacji w Polsce to mój ulubiony temat jako, że „taki naród, jakie młodych chowanie” (parafrazując poetę) ;-).
Właściwie każdy dzień dostarcza nowych tematów, dziś jednak urzekło mnie zadanie, które zadała Pani uczniom jednej z klas trzecich
na Śląsku. W sumie sama Pani do końca nie jest winna, bo zadanie widnieje w podręczniku (choć właściwie nauczyciel dowolność
w wyborze ma).

   Zadanie polegało na odpowiedzeniu na pytanie: „Dlaczego nie można żyć bez wspomnień?”.
Niby nic, a jednak…
   Samo pytanie zawiera już w sobie błąd, bo wszyscy dobrze wiemy, że bez wspomnień żyć się da, nawet czasem dosyć długo. Dobrym przykładem są tu choroby o podłożu organicznym, w tym choroba Alzheimera, znana raczej szerszemu ogółowi. Choroba
Alzhemera, ogólnie mówiąc, polega na tym, że chory stopniowo traci pamięć, w tym również i wspomnienia.

   Wchodząc głębiej w to pytanie można powiedzieć, że czasem wspomnienia nie tylko nie są człowiekowi do niczego nie potrzebne,
a wręcz utrudniają życie. Wiedzą o tym dobrze psychoterapeuci wszelkiej maści. Ich praca w końcu w dużej mierze polega na tym,
by pomagać klientom radzić sobie z wspomnieniami z przeszłości(!), które człowiekowi raczej żyć nie pozwalają. Taki klient-pacjent, żyjąc przeszłością, wciąż przeżywając traumę, strach, lęk, wstyd nie może iść dalej, nie może podejmować działań, bo całą swoją energię życiową przeznacza na radzenie sobie z wspomnieniami, które go wstrzymują, zżerają niszczą krok po kroku. Dla niektórych jest to tak silne, że kończy się próbą samobójczą lub samobójstwem.
   Twórcy treści programowych jednak, jak widać albo są głupi i nie wiedzą, albo jacyś niedouczeni, albo po prostu uważają, że dzieci należy ukierunkowywać w myśleniu „w jedyny słuszny sposób”. W każdym wypadku trzeba bić na alarm!!!
   Jeżeli są niedouczeni to w sumie nie jest źle (z lekką ironią) – można błąd wytknąć i się zmieni, najlepiej tych „twórców”. Tylko skąd wziąć innych, skoro u nas tak wygląda system edukacji???
   Jeżeli to działania celowe alarm powinien być podwójnie głośny!!! Znaczyłoby to bowiem, że nadal tkwi się w tym samym miejscu,
w którym jedni decydują o ty, co mają myśleć inni. System edukacji tak formułujący pytania, by z góry zasugerować odpowiedź, nie uczy swobodnego myślenia, nie uczy krytycyzmu i twórczości. Uczy jak myśleć „poprawnie” i nie wychylać się (skąd ja to do cholery znam??).
   Śmiem twierdzić, że takie działania nie są przypadkowe, a system i treści edukacyjne są doskonale przemyślane. Kształcenie ludzi myślących samodzielnie nie jest zbyt „racjonalne”, bowiem człowiek myślący, twórczy i krytyczny jest ogólnie jednostką niezbyt bezpieczną dla ugruntowanych struktur państwa.

A dodając już jako ciekawostkę: Pani ta, jeżeli dzieci zgłaszają, że „nie potrafią odpowiedzieć na pytanie”(nie tylko te) nie zachęca ich do poszukiwania odpowiedzi tylko dyktuje przygotowaną wcześniej odpowiedź – zapewne „słuszną”. Z tego, co wiem dzieci się już wycwaniły i Pani odpowiedzi dyktuje prawie za każdym razem! Dzieci myśleć nie muszą, wiedzą czego oczekuje Pani i mają święty spokój… I tak zamiast samodzielność dobrze ćwiczą się w cwaniactwie.

Viva swoboda wypowiedzi!!!

Viva kreatywność!!!

Viva samodzielne myślenie!!!

Viva młode pokolenie !!!

aż chce się płakać ….

dostałam to dziś na gg i postanowiłam się podzielić: